Posted in Ameryka Południowa, Argentyna, Boliwia, Chile (PL), Paragwaj, Po polsku

Podsumownie roku 2016

collage

Wszyscy narzekają na 2016 i zarzucają mu najgorsze. Dopiero gdzieś w okolicach września po powrocie do rzeczywistości zaczęło powoli i do mnie docierać, że świat nie jest wcale takim fajnym miejscem. Jednak pierwsze 8 miesięcy tego roku były dla mnie spełnieniem największego i długo oczekiwanego marzenia o podróży po Ameryce Południowej. Był czasem oderwania się od rzeczywistości i zalewu nieoptymistycznych wiadomości. Czy ta podróż była tym co sobie wcześniej wymarzyłam? Nie! Była ona kompletnie inna od moich wyobrażeń, ale chyba właśnie o to chodzi, bo przecież gdyby obrazy z mojej głowy równały się rzeczywistości, to podróżowanie nie miałoby najmniejszego sensu. W dużym skrócie było tak:

STYCZEŃ

Nowy Rok przywitałam w Polsce, gdzie spędziłam pierwszy tydzień 2016 roku. Potem lot Poznań – Monachium – Montreal. Dwa dni na przepakowanie i załatwienie ostanich formalności przed podróżą do Ameryki Południowej. Dzień przed wylotem do Chile, na parkingu przed sklepem zdyzlokowałam sobie kolano. Niezbyt zachęcający początek podróży, zwłaszcza że zaczynaliśmy od Patagonii, raju górskich wędrówek. Następnego dnia rozpoczęliśmy ponad 24-godzinną podróż Montreal – Toronto – Santiago de Chile – Puerto Montt – Punta Arenas. Opuchnięte kolano wcale nie pomogało.

W styczniu trafiliśmy na Ziemię Ognistą, a poźniej eksplorowaliśmy chilijską i argentyńską Patagonię, zobaczyliśmy między innymi Torres del Paine i lodowiec Perrito Moreno.

LUTY

W lutym kontynuowaliśmy nasz slalom przez argentyńsko-chilijską granicę w Patagonii. Jason zaliczył Fitz Roya, ja z moim kolanem spoczeliśmy w połowie drogi. Potem była malownicza Carartera Austral w Chile, to za tym odcinkiem podróży tęsknię najbardziej i mam oromną nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się tam wrócić. Z Caratera Austral wzieliśmy prom na wyspę Chiloe, która w początkowej fazie wydawała mi się przereklamowana, ale potem trafiliśmy do małych wiosek rybackich gdzie poczuliśmy prawdziwy klimat tego miejsca. W niewielkim miasteczku rybackim – Dalcahue wpadłam w prawdziwy szał fotograficzny, niestety żadne ze zdjęć z Chiloe nie przetrwało. Potem była jeszcze szalona Valdivia i Villarica, a potem trafiliśmy do Santiago de Chile, gdzie w przeciągu niecałej godziny starciliśmy nasz mały plecak z jego całą zawartością , w tym wszystkimi zdjęciami od początku naszej podróży. To nie nastawiło nas zbyt przyjaźnie do tego miasta. Chociaż moje odczucia zaczęły się ocieplać już następnego dnia, to wiedziałam że Jason pozostał zimny jak głaz i trzeba było ruszać dalej.

MARZEC

Marzec spędziliśmy głównie w Argentynie. Najpierw Buenos Aires i Wodospady Iguazu, później w ekspresowym tępie przejechaliśmy przez Paragwaj, i znowu trafiliśmy do Argentyny, tym razem do jej północno-zachodniej części. Pod koniec marca przekroczyliśmy granicę z Boliwią.

KWIECIEŃ

Kwiecień spędziliśmy w Boliwii, a konkretnie w Sucre, gdzie zatrzymaliśmy się na 3 tygodnie na intensywny kurs języka hiszpańskiego. A potem odbiliśmy do Santa Cruz we wschodniej części kraju, żeby spotkać się ze znajomymi, którch poznaliśmy podczas naszej wycieczki do Uyuni. Stamtąd z kolei trafiliśmy do starych misji jezuickich, które zrobiły na nas wielkie wrażenie, zwłaszcza że nie spodziewaliśmy się po nich zbyt wiele. A potem był jeszcze park Toro Toro oraz La Paz.

MAJ

1 maja zjechaliśmy rowerami Drogą Śmierci z La Paz do Coroico położonego w boliwijskiej dżungli. Potem było  jezioro Titicaca oraz Wyspa Słońca i przyszedł czas żeby pożegnać się z Boliwią. Przekroczyliśmy granicę z Peru. W maju zobaczyliśmy między innymi Colca Kanion, Macchupicchu, Choquequirao oraz Świętą Dolinę Inków. Pod koniec maja uderzyliśmy na północ i dojechaliśmy do stolicy kraju – Limy.

CZERWIEC

W czerwcu udaliśmy się na 4-dniowy trekking w Cordilliera Blanca w Peru, zaliczyliśmy też peruwiańskie wybrzeże w Trujillo, a potem odbiliśmy w głąb lądu do dorzeczy Amazonki. Moje 30-te urodziny obchodziłam z irytującą papugą w małej amazońskiej wiosce, gdzie byliśmy większą atrakcją niż jeden jedyny telewizor w całej okolicy. Niestety do imprezy dołączyły też komary, bezceremonialnie żerując na mojej krwi. Ilości ugryzień nie byłam w stanie policzyć, ale było ich wystarczająco dużo żeby na stracić zdrowy rozsądek i wyjść z siebie. Potem spędziliśmy jeszcze trochę czasu na większych i mniejszych łodziach. Dotarliśmy do osławionego przez Herzoga Iquitos a stamtąd kolejną łodzią do Leticii w Kolumbii. Tutaj po raz pierwszy i ostatni w trakcie naszej podróży skorzystaliśmy z samolotu, naszą alternatywą było kolejnych 10 dni na łodzi. Tym sposobem znaleźliśmy się w Bogocie.

LIPIEC

Lipec upłynął nam pod znakiem kolumbijskiego lata. W końcu udało nam się trafić na długo oczekiwaną plażę! I chociaż oboje twierdziliśmy, że nie jesteśmy typami plażowiczów, to jednak karaibskie morze i piasek radowały nas bardzo. Poza tym odkryliśmy pyszne i tanie drinki w barze urządzonym na środku ulicy w Cartagenie i to cieszyło nas również. W lipcu dotarliśmy też do najbardziej na północy połóżonego punktu w Ameryce Południowej i chociaż tym razem musieliśmy odpuścić sobie Wezezuelę, to mogliśmy tam chociaż spróbować wenezuelskiego piwa Polar, które smakowało wyśmienicie w pustynnych upałach. Z Kolumbii wydostaliśmy się na żaglówce, która niestety brzmiała bardziej jak łódź motorowa przez większość naszej podróży do Panamy. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na wyspach San Blas.

SIERPIEŃ

Sierpień rozpoczął się w Ameryce Centralnej, przez dwa tygodnie w wariackim tempie przejechaliśmy trzy kraje: Panamę, Kostarykę i Nikaraguę. Pod sam koniec podróży Jason zaczął wykazywać symptomy ziki. W połowie sierpnia nasza podróż dobiegała końca i wróciliśmy do Montrealu. Po tygodniu w Kanadzie znowu udalam się w podróż do Polski.

WRZESIEŃ

We wrześniu Jason zaczął nową pracę w Montrealu, a ja spędziłam większość miesiąca w Polsce. W drodze powrotnej do Montrealu zatrzymałam się na parę dni w Toronto. A potem zaczęliśmy intensywne poszukiwania mieszkania w Montrealu.

PAŹDZIERNIK

1 października wprowadziliśmy się do naszych własnych (chociaż wynajętych) czterech kątów, za którymi nieraz tak bardzo tęskniliśmy w trakcie naszej wielomiesięcznej podróży. Długo się jednak nie nacieszyliśmy, bo już 5 października Jason wylatywał na dwa tygodnie do Miami.

LISTOPAD

20161108_1151041

W listopadzie z kolei przyszła kolej na mój dwutygodniowy wyjazd do Toronto. Po siedmiu miesiącach bez rozłąki, teraz byliśmy w ciągłych rozjazdach.

GRUDZIEŃ

W grudniu Jason poleciał na dwa tygodnie do Edmonton, ja zostałam w Montrealu jak się okazało nie zupełnie sama. Już na początku przypałętała się jakaś nieznośna przypadłość żołądkowa, która towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. W ostatni dzienń roku stwierdziłam, że co za dużo to nie zdrowo i poszłam z tym do lekarza. Pierwsze podejrzenie padło na bakterie i wirusy z Ameryki Południowej i Centralnej, ale ostateczny wyrok zapadnie dopiero jak dostanę wyniki z laboratorium. Może być tak że kiedy ja cieszę się montrealską zimą, mój żołądek wciąż przebywa w tropikalnych klimatach. W grudniu udało nam się wybrać na małe wycieczki. Pojechaliśmy na jedną noc do Ottawy i przy okazji załapaliśmy się na darmową wycieczkę po Parlamencie. Nie, nie było Justina. Była sobota i Justin miał wolne. Poza tym pojechaliśmy do Mount Tremblant na weekend, a w czasie świąt podczas wizyty u Jasona rodziny w górach Laurentyńskich udało nam się parę wyjść na biegówki.

A teraz z niecierpliwością wyczekuje tego co przyniesie rok 2017. Pewnie nie łatwo będzie mu pobić intnsywnością rok 2016, ale nic nie szkodzi, o ile kolana zostaną na swoim miejscu, a żołądek w bardziej północnej florze, to będę zadowolona i szczęśliwa.

Have any questions or comments?

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s