Posted in Kanada, Po polsku, Terytoria Północno-Zachodnie

Beading Group, czyli o przyjaźni na emigracji

beading group

Kiedy zobaczyłam, że tematem kwietniowo-majowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie jest przyjaźń, od razu wiedziałam, że muszę napisać o Beading Group, trochę żeby się pochwalić, ale też trochę żeby zainspirować.

Beading Group to grupa kobiet, które co czwartek o piątej po południu, spotykają się w lokalnej kawiarni Javaroma w Yellowknife, na dalekiej północy Kanady. Przez półtora roku miałam szczęście być jej częścią. Motywem przewodnim grupy, jak sama nazwa wskazuje, są koraliki, których na północy Kanady używa się do wyrobu biżuterii i dekoracji. W czasie cotygodniowych spotkań można jednak zająć ręce czymkolwiek: robieniem na drutach, szydełkowaniem, czy też wyszywaniem.

Beading group to taki mały przykład kanadyjsiej różnorodności. Zarówno specyfiką Yellowknife jak i grupy jest fakt, że ludzie się pojawiają, a potem wyjeżdżają. Przez 1,5 roku kiedy należałam do beading group przewineły się przez nią dziewczyny o różnych narodowościach, poczynając od rdzennych Dene, Tlicho oraz Innuitek, przez Kanadyjki pochodzące z innych części kraju, aż po dziewczyny z Japonii, Meksyku, Nowej Zelandii, no i Polski. W beading group, nie ważne jest jaki ktoś ma odcień skóry, orientację seksualną, płeć, ani to jaki jest jego jezyk ojczysty, ważne jest jedynie to żeby przynieść ze sobą, coś czym można zająć ręce. Każda z dziewczyn ma swoją, unikalną historię i każda z historii zostanie wysłuchana jeżeli tylko będzie chciana być wypowiedziana na głos.

Zawsze miałam dwie lewe ręce do wszelich robótek ręcznych, w szkole przed każdą lekcją techniki i plastyki dostawałam skrętów żołądka. W związku z tym nie miałam wielkich nadzieji na to, że moja przygoda z beading group wypali i że zostanę tam na dłużej. Jakże się myliłam. Pierwszy raz na beading group pojawiłam się we wrześniu 2013 roku, zaopatrzona w nylonową nić, specjalne długie igły do nawlekania i trzy kolory koralików. Valerie, która należy do tych nielicznych osób które urodziły się i wychowały w Yellowknife, pokazała mi brick stich. Tamtego wieczora przesiedziałam bite pięć godzin w Javaromie i pewnie zostałabym dłużej gdyby nie fakt, że o 22 zamykano kawiarnię. Skończyłam też swoją pierwszą parę kolczyków. Przez cały ten czas rozmowa toczyła się bardzo naturalnie i czułam jakbym należała do grupy od długiego czasu.

Podczas naszych cotygodniowych spotkań rozmawiałyśmy o wszystkim: femizmie, problemach społecznych, kulturze północnej Kanady, o naszych codziennych problemach, no i oczywiście o rzeczy najważniejszej: plotkach. Bywały czwartki kiedy nie ruszyłam projektu który ze sobą przyniosłam, bo tak zaangażowałam się w rozmowę. Bywały czwartki że nie odezwałam się słowem, bo albo mi się nie chciało, albo tak byłam pochłonięta pracą nad moimi “robótkami”. Czasami wracałam do domu z gardłem bolącym od śmiechu i były to pierwsze chwile w historii mojej emigracji, kiedy czułam że naprawdę gdzieś przynależę.

W pewnym momencie stworzyłyśmy bardzo zgraną grupę. Zdarzało się, że siedziałyśmy w Javaromie do dziesiątej wieczorem, a potem odprowadzałyśmy się nawzajem przez następne 2-3 godziny. Od czasu do czasu spotykałam się z niektórymi dziewczynami na kawę, lunch albo spacer. W pewnym momencie czwartki przestały nam wystarczać i zaczęłyśmy organizować sobotnie maratony beadingowe, które trwały od 9 rano do 6 po południu. Czasami spotykałyśmy się u którejś z nas w domu i organizowałyśmy poutluck, na który każda z nas przynosiła coś do jedzenia. Raz, nie do końca się dogadałyśmy i każda z nas ugotowała zupę. Co okazało się nie najgorszym rozwiązaniem na rozgrzanie w zimny, grudniowy wieczór, kiedy na zewnątrz panował 40 stopniowy mróz.

3 thoughts on “Beading Group, czyli o przyjaźni na emigracji

  1. Sara, to jest niesamowita historia, ten Twój krąg kobiet. Bardzo zazdroszczę, zwłaszcza, że połączyłyście to z “robótkami ręcznymi’. Coś na kształt kół kobiecych w dawnej Polsce, wiesz, tych, co się spotykały wieczorami w chatach i tkały czy łuskały fasolę. Albo panie z “Ani z Zielonego Wzgórza” zawzięcie pikujące kołdry dla biednych, przy okazji opowiadające sobie historie i ploteczki. Troszczące się o siebie i innych, tworzące wspólnotę, w której jest wielka, kobieca siła. Ah ! Dzięki, że się podzieliłaś !

    Like

Have any questions or comments?

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s