Posted in Ameryka Południowa, Chile (PL), Po polsku

Carretera Austral – malownicza trasa przez Patagonię

DSCN2087

Carretera Austral to droga pełna przepięknych widoków w południowej części chileńskiej Patagonii. Zaczyna się w malutkiej wiosce Villa O’Higgins na południu i biegnie przez 1150 kilometrów do portowego miasta Puerto Montt na północy. Wzdłuż tej niezwykłej drogi można podziwiać małe miasteczka i wioski, ogromne góry, fjordy, błękitne jeziora i lodowce a nawet las tropikalny. Carretera Austral jest miłą alternatywą dla pustynnej Routa 40 biegnącej równolegle do niej po argentyńskiej stronie granicy. Trzeba się tylko przygotować na ewentualność, że podróż tą malowniczą trasą zajmie więcej czasu niż planujecie.

Carretera Austral jest ważnym osiągnięciem geopolitycznym dla Chile. Droga ta łaczy części państwa, które wcześniej były kompletnie odizolowane i dostępne jedynie przez transport wodny lub powietrzny. Poszarpany krajobraz stromych klifów i głębokich dolin spowodował,  że budowa tej drogi była  przedsiewzięciem prawie że niemożliwym. Konstrukcja ta powstała za czasów rządu generała Pinocheta w latach 1979 -1999,  niektóre odcinki drogi zostały otwart  w 1982 i 1989. Glówną siłą roboczą drogi było wojsko.

Nasza przygoda z Carreterą Austral zaczęła się w Chile Chico, gdzie wsiedliśmy do małej nyski wypchanej do granic możliwości, jadącej do Puerto Rio Tranquilo. Większą część drogi jechaliśmy wzdłuż ogromnego jeziora Gral Carrera, które miało piękny turkusowy kolor. Droga wiła sie po górach otaczających jezioro i czasami zmieniała się w niebezpiecznie wąski pasek pomiędzy klifem opadającym do jeziora z jednej strony a sklaną ścianą z drugiej.

Puerto Rio Tranquilo jest małą wioską, położoną nad jedną z wielu zatok jeziora Gral Carrera. Chodząc uliczkami tej miejscowości, ma sie wrażenie, że jeszcze nie tak dawno temu była to senna wioska, odizolowana od świata. Widmo turyzmu, napędzonego Marmurowymi Jaskiniami (Marble Caves), zjawiło sie tutaj bardzo niespodziewanie. parę lat temu. Wzdluż Carretery Austral, która biegnie między zabudowaniami a jeziorem, poustawiały się naprędce namioty z operatorami oferującymi rejsy łodziami
do Marble Caves oraz wyprawy do okolicznego lodowca. Żeby ulokować zwiększoną liczbę przejezdnych w prywatnych domach pootwierano  hostele i pola namiotowe. Postanowiliśmy przejść się 5 kilometrów na południe od Puerto Rio Tranquilo, gdzie znajduje się mała wypożyczalnia sprzętu wodnego. Wypożyczyliśmy kanu na 2 godziny. Kiedy wypływaliśmy woda była spokojna, a niebo błękitne. W okolicy jaskiń widzieliśmy wiele łodzi, ale były one za duże żeby zmieścić się w wąskich korytarzach wyrzeźbionych przez wodę. Poza kilkoma innymi kajakami mieliśmy to miejsce prawie na wyłączność. Po jakiejś godzinie pogoda zaczeła się niespodziewanie zmieniać i jeden z operatorów łodzi powiedział, ze mamy wracać do bazy. Zerwał się silny wiatr i fale zaczeły robić sie coraz większe. Byliśmy szczęśliwi, że przy wypożyczaniu zdecydowaliśmy się na kanu, z którym mamy wiecej doświadczenia niż z kajakiem.

Naszym kolejnym przystankiem było Cerro Castillo. Dwa kilometry na południe od miasta znajduje się muzeum archeologiczne, które powstało w sąsiedztwie skał z malowidłami rąk sprzed 10 tysięcy lat. W drodze z muzeum do malowideł, kondor przeleciał tuż nad naszymi głowami. Zazwyczaj ptaki te latają wokól wierzchołków wyskich gór, więc gdy 3-metrowe skrzydła zatrzepotały nad nami, nawet nasz przewodnik sięgnął po aparat fotograficzny.

W Cerro Castillo istnieje bogata siatka szlaków górskich, które można przemierzać z jednego końca na drugi przez kilka dni. My zdecydowaliśmy sie na krótsza, jednodniową wycieczkę. Tysiąc metrów w góre do jeziora zasilanego wodą z lodowca. Po drodze na górę moglismy podziwiac duży, stromy kanion i zapierający dech w piersiach widok na długa dolinę z rzeką, w której położona jest wioska Cerro Castillo oraz liczne łańcuchy górskie dookoła niej. Ostatni odcinek szlaku byl bardzo intensywny, glównie po kamieniach prosto w góre. Jednak widok błękitno-niebieskiego jeziora z wielkim lodowcem wiszący nad nim, był wart bólu mięśni w łydkach. Po krótkim odpoczynku poszliśmy do dwóch dużych głazów, które zobaczyliśmy po naszej lewej stronie. Zdawało nam się, że są one dosyć blisko jeziora, w rzeczywistości jednak zajęło nam prawie godzinę, żeby do nich dojść. Uzupełniliśmy zapasy wody w jednym z wodospadów wypływających prosto z lodowca
nad nami.

Coyahaique jest stolicą chileńskiej Patagonii. Spędziliśmy tam jedno popołudnie i noc, był to krótki przystanek w naszej podróży na północ do Puyuhuapi. W tym czasie zdążyliśmy zobaczyć centrum miasta z dużym, tętniącym życiem rynkiem oraz zrobić większe zakupy.

Puyuhuapi to senna, rybacka wioska zalożona przez niemieckich osadników w latach 30-tych. To jedyne miejsce na Carreterze Austral, gdzie droga styka się z oceanem, który w tym miejscu przybiera formę malowniczego fiordu. Okolica Puyuhuapi jest wypełniona wulkanami, ich aktywność tworzy tutejszy, specyficzny mikroklimat i to właśnie w tej okolicy po raz pierwszy podczas naszej podróży zobaczyliśmy tropikalną scenerię, pełną intensywnej zieleni. Większość turystów przyjeżdża tu żeby zobaczyć okoliczny lodowiec, gorące źródła, albo Park Narodowy Quelat z wiecznie zielonym lasem. Odpuściliśmy sobie je wszystkie i postanowiliśmy  odpocząć tam trochę i nacieszyć się spokojem oraz ładną scenerią wioski i okolicy. Pierwszego dnia poszliśmy na wycieczkę łodzią z lokalnym rybakiem i spędziliśmy większość popołudnia na wodzie. Po drodze widzieliśmy tropikalne wybrzeże, odległy lodowiec oraz zanurzyliśmy się w gorących źródłach, gdzie co jakiś czas ulegaliśmy poparzeniu przez wodę bombelkującą przez kamienie. W drodze powrotnej kilka delfinów płyneło w niewielkiej odległości od naszej łodzi, a dwa skoczyły zupełnie blisko nas. Na sam koniec podpłynęliśmy do klatek na kraby i nasz przewodnik podarował nam ich kilka. Rozparcelowaliśmy je między siebie z innymi współpasażerami. Godzinę później smakowały one znakomicie. Kolejnego dnia w Puyuhuapi poszliśmy na mały spacer po okolicznych wzgórzach i do dwóch różnych punktów widokowych na wioskę i fiord. Po drodze przechodziliśmy przez zielone łąki z sielskimi widokami pasących sie krów i koni.

Naszym ostatnim miejscem docelowym na Carreterze było miasto portowe Chaiten. W 2008 roku nastąpiła potężna erupcja okolicznego wulkanu, która doprowadziła do
całkowitej ewakuacji miasta, a w jej konsekwencji do całkowitego wyludnienia. Niektórzy mieszkańcy zaczęli jednak wracać nielegalnie już 6 miesięcy po katastrofie, przy bardzo małym wsparciu ze strony rządu, co oznaczało brak wody, prądu oraz transportu. Te doświadczenia pozostawiły gorzki smak w ustach mieszkanców Chaiten w stosunku do rzadu chilijskiego. Osiem lat po tragedii połowa miasta cały czas przypomina wymarłe miejsce, ze zrujnowanymi i opuszczonymi budynkami każdym kroku, po mieszkańcach którzy nie wrócili. Mimo tego że ludzie cały czas odczuwają skutki erupcji wulkanu, zaczynają oni prosperować dzięki zwiększonej liczbie turystów przewijających się przez miasto, żeby złapać prom na położoną niedaleko wyspę Chiloe. W Chaiten nie ma zbyt wiele do robienie, za wyjatkiem odwiedzenia muzeum Carretery Austral, które znajduje się po środku bazy militarnej oraz chodzenia po połowicznie opuszczonym mieście i wzdluż wybrzeża. Podobno jest tam też wulkan, ale przez cały czas naszego pobytu był on schowany za nisko wiszącymi chmurami.

Have any questions or comments?

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s