Posted in Kanada, Latanie, Po polsku, Terytoria Północno-Zachodnie

Traperzy

We wrześniu 2014 roku, w ramach pracy, miałem za zadanie zabrać miejscowych traperów Dene z Yellowknife nad jezioro Hornell na płaskowyżu Horn, około 250 kilometrów na zachód od Yellowknife.

 

Druga połowa września na północy jest nieco ryzykowna. jeżeli chodzi o latanie na płozach. Pogoda jest brzydka i jeziora zaczynają zamarzać. Ale ta wyprawa jest corocznym wydarzeniem i musiała dojść do skutku. Plan był taki, żeby przerzucić traperów oraz cały ich sprzęt, włącznie ze skuterami śnieżnymi i paliwem nad jezioro. Mieli oni spędzić tam kilka miesięcy, polując na zwierzęta futerkowe. Poczym, krótko przed Świętami Bożego Narodzenia, wrócić przez zamarznięte jeziora do miasta na swoich skuterach śnieżnych. Zapakowaliśmy pierwszy ładunek do samolotu, w którym znajdowało się wyposażenie obozu, duże nowoczesne skutery śnieżne oraz jeden traper. Polecieliśmy i bez najmniejszego problemu znaleźliśmy jezioro. Zaraz przy brzegu widoczna była mała chatka i nasz jedyny pasażer uparł się, żeby przy niej wylądować i zacumować do brzegu. Jedyny problem polegał na tym, że nie było tam niczego, do czego moglibyśmy przywiązać samolot. Poziom wody był tak niski, że płozy dotykały piaszczystego dna jeziora 6 metrów od brzegu. Nie miałem innego wyjścia, jak wskoczyć z płozy do lodowato zimnej wody, żeby dostać się na brzeg i przywiązać linę samolotu do drzewa. Skuter śnieżny został zapakowany do samolotu jako ostatni, więc teraz był pierwszą rzeczą do rozpakowania. Wzięliśmy też ze sobą, do pomocy w rozpakowywaniu, drewniane pomosty 4X4. Myśleliśmy jednak, że odbędzie się ono na suchym lądzie. W tym przypadku jednak, postanowiliśmy obciążyć boki pomostów kamieniami, żeby nie wypływały ponad poziom wody. Pomysł był taki, żeby wymanewrować skuter na pomosty, włączyć go i szybko przejechać nim przez wodę na pomoście na suchy ląd. Kiedy zaczęliśmy wprowadzać nasz plan w życie, płozy skutera śnieżnego zakopały się w błotnistym dnie i utknęły. Wyjąłem duże sanie (które służą do transportowania rzeczy i w czasie zimy ciągnie się za skuterem śnieżnym) z samolotu i użyłem ich jako łodzi, żeby przetransportować kapitana z samolotu na suchy ląd, skąd mógłby przeciągnąć linę przymocowaną do skutera śnieżnego, bez potrzeby odczuwania temperatury wody, która była bliska zamarznięcia. Moim i trapera zadaniem z kolei było wykopanie skutera z błotnistego dna jeziora, zanim wszyscy trzej odholowaliśmy go do brzegu. Odtransportowałem kapitana z powrotem na płozę samolotu, skąd podawał mi ładunek znajdujący się w samolocie do naszej prowizorycznej łódki. Brodziłem z nią w wodzie pomiędzy samolotem, a brzegiem skąd traper zabierał wszystko i układał na zboczu. Miałem na sobie wysokie wodery sięgające do klatki piersiowej, ale okazało się, że nie były one wolne od dziur. Również podczas schylanie się podczas wygrzebywaniu skutera, woda wlewała mi się do środka i została ze mną do momentu aż ich nie ściągnąłem, czyli zaraz przed wyruszeniem w drogę powrotną do Yellowknife.

Weather closing in on the Horn plateau
Weather closing in on the Horn plateau

Kiedy odlecieliśmy, traper, którego zostawiliśmy za sobą, myślał że wrócimy za kilka godzin z następnym załadunkiem i jeszcze jednym traperem. Jednak chmury naszły na niebo i byliśmy zmuszeni do przełożenia kolejnego lotu do momentu kiedy pogoda się poprawi. Kilka dni minęło zanim wypogodziło się wystarczająco żeby wylądować nad jeziorem. Kiedy wreszcie dotarliśmy do naszego miejsca docelowego, dostrzegliśmy że traper sklecił na prędce prosty pomost przez ten czas jak nas nie było. Nie był on wystarczająco długi żeby dosięgnąć zapakowanego do granic możliwości samolotu. Najpierw wypakowaliśmy kilka zaplombowanych beczek z paliwem. Po pozbyciu się tych kilku setek kilogramów, płozy podniosły się znad dna jeziora i byliśmy w stanie dobić do prowizorycznego pomostu. Mimo, że jezioro nie było jeszcze zamarznięte, temperatura powietrza była poniżej 0° Celsjusza i belki pomostu były pokryte cienką warstwą lodu, co powodowało że chodzenie po nim było bardzo niebezpieczne.  Rozładowanie samolotu z pomostem dochodzącym do płóz było duże szybsze. Z każdym kolejnym załadunkiem nabieraliśmy też więcej wprawy oraz zyskiwaliśmy dodatkowe ręce do pomocy. Musieliśmy zrobić 4 kursy, żeby przetransportować cały sprzęt  i traperów. Od tamtego czasu nic o nich nie słyszałem. Podejrzewam, że dotarli bezpiecznie do domu, bo nie słyszałem też o żadnych akcjach poszukiwawczych. Cały czas jednak zastanawiam się, czy mieli dobry sezon i czy udało im się złapać dużo zwierzątek futerkowych.

Have any questions or comments?

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s